sobota, 2 listopada 2013

Od Taylora C.D Kristin

Pośpieszyłem za Nią. ~~Jakiś dziwny ten Jej brat~~pomyślałem
- To... Gdzie idziesz?-zapytałem nie pewnie
- A co ci do tego?!- warknęła przyśpieszając. Wzruszyłem ramionami i się zatrzymałem. Ku mojemu zdziwieniu dziewczyna przystanęła jakby na mnie czekała.
- Jak już tam stoisz tu stój, i nie leź za mną.- i poszła dalej, skręciła za rogiem ulicy. A ja straciłem ją z oczu. Oparłem się o mur i stałem tak gapiąc się w księżyc. Po pewnym czasie wróciłem do domu, zamknąłem drzwi, nakarmiłem Arisę i rzuciłem się na łóżko...
*****

Gdy się obudziłem, nadal będąc w ubraniu ruszyłem do łazienki. Zdjąłem ubrania, wziąłem prysznic, owinąłem się ręcznikiem i ruszyłem do holu w którym stała wielka szafa, wyjąłem z niej czerwony T-shirt z napisem "Do not be afraid of death. Death is a new life" ,rurkowe jeansy z dziurami na kolanach i na łydzie. I pierwsze lepsze bokserki z pudełka. Ubrałem się w owo ubranie, zbiegłem po schodach na parter, pobiegłem do kuchni i wyciągnąłem z lodówki colę, odkręciłem ją i wziąłem duży łyk. Na blacie kuchennym leżała smycz Arisy, a sama sunia leżała w kojcu w salonie. Z butelką w jednej ręce a w drugiej trzymając smycz, przyklęknąłem przed sunią, i podpoiłem jej obrożę pod smycz. Ari zaszczekała radośnie i zerwała się z posłania. Przy drzwiach założyłem czarne trampki, wziąłem portfel i klucze z szafki, otworzyłem drzwi i wyszedłem z psem na zewnątrz. Przekręciłem zamek w drzwiach i wsunąłem portfel do tylnej kieszeni, tak samo jak klucze. Popijając colą udałem się na poranny spacer z Arisą, jak na listopad było dziś dość ciepło, w końcu 19 stopni to rzadkość jesienią. Szliśmy tak po ulicy, co chwilę zatrzymując się, gdyż Ari musiała załatwić swoje potrzeby. Gdy dotarliśmy do parku, w którym biegało mnóstwo psów spuściłem ją ze smyczy by dołączyła do wesołych zabaw innych psów. Jak się okazało Ari nie bawiła się z innymi tylko wybrała jednego psa, z którym zaczęła biegać pod drzewami. Patrzyłem tak stojąc na chodniczku, na psy biegające pod drzewem. Nic dziwnego, że Ari bawiła się akurat z tym psem, był to Husky. Przysiadłem na ławce dalej patrząc na psy, gdy w końcu do Arisy i Husky'ego podeszła dziewczyna, wydawała mi się być dziwnie znajoma. Zerwałem się z ławki i podbiegłem pod brzozę. Dziewczyna głaskała jedną ręką husky'ego a drugą moją Ari. Dopiero z bliska zdałem sobie sprawę, że to ta dziewczyna z którą rozmawiałem wczoraj wieczorem. Gdy mnie zobaczyła, może się przewiedziałem, ale miałem wrażenie, że się uśmiechnęła

< Kristin ?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz