Obudziłem się na kanapie. Siedziała nade mną Kristin.
-Można wiedzieć po coś to robił?-prychnęła.
Nie odzywałem się tylko patrzyłem na bandaże na moich rękach.
-ODPOWIEDZ!-wrzasnęła.
-Żądni krwi zagryzą ostatnie żywe serce we własnym stadzie-szepnąłem.
-Co mówisz?-uspokoiła się.
-Dlaczego odciągasz mnie od przeznaczenia?-warknąłem.
-Nie możesz zginać w ten sposób kretynie!-zagryzła wargi dziewczyna.
Zdjąłem bandaże.
-Po co tamować coś, co już dawno weszło w krew-mówiłem.
-Po ludzku nie możesz?-mówił Alex.
-JAK GŁUPIM TRZEBA BYĆ BY NIE ZROZUMIEĆ, ŻE JA NA WAS POLUJĘ?!-śmiałem się.
-Hę?-spojrzała na mnie Kristin.
W końcu znalazłem się pod drzwiami, które zostały zamknięte.
-Ehh...-pomaszerowałem w stronę bramy.
>Kristin?<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz