Patrzyłem na nich.
Poszedłem sobie. Usiadłem nad jeziorkiem.
"Nie jesteś im potrzebny do niczego, bez ciebie są szczęśliwi"-śmiał się Mad.
-Masz rację-szepnąłem.
Z wody wynurzył się nóż. Wpadłem na ciekawy pomysł. Wziąłem go do ręki i wzdłuż żył zacząłem się ciąć. Krew była taka ciepła i miła, nie czułem żadnego bólu. Zacząłem się śmiać i pociąłem sobie całe ręce.
Poczułem się jak w raju. W końcu zemdlałem.
>Kristin?<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz